F1: Setne zwycięstwo Red Bulla, Max zrównuje się z Senną

Nikt ani nic nie jest w stanie zatrzymać w tym sezonie Maxa Verstappena. Holender w ubiegłą niedzielę zdominował rywalizację w GP Kanady, odnosząc swój 41. triumf w F1. Max zrównał się tym samym z Ayrtonem Senną, który na swoim koncie posiadał identyczną liczbę zwycięstw. Triumf w Kanadzie to także setne zwycięstwo zespołu Red Bull Racing. Podium ósmej rundy sezonu 2023 uzupełnili Fernando Alonso i Lewis Hamilton, którzy swoją walką ubarwili niedzielne ściganie.

Wydaje się, że Red Bull ma ten sezon w garści. RB19 nie tylko nie stwarza problemów swoim kierowcom, a przynajmniej jednemu, ale jest wręcz skrojone pod Maxa Verstappena, który w połączeniu z idealnym bolidem i swoimi umiejętnościami, jest ligę ponad resztą tegorocznej stawki. Zwycięstwo w Kanadzie przyszło Maxowi tak samo łatwo jak kilka innych tegorocznych triumfów, dokładnie pięć, bo Montreal to szóste tegoroczne zwycięstwo Maxsa, który swoim rywalom odjechał w generalce na 69 punktów. Tyle do Verstappena traci obecnie drugi Sergio Perez, który w Kanadzie pokpił sprawę w kwalifikacjach, a w wyścigu nie mógł uporać się z obydwoma bolidami Ferrari.

Nim przejdziemy jednak do Scuderii warto wspomnieć o Fernando Alonso i Lewisie Hamiltonie, którzy uzupełnili podium w Kanadzie. Hiszpan i Brytyjczyk stoczyli ze sobą twardą walkę na przestrzeni całego wyścigu i byli ozdobą tegorocznego GP Kanady. Pomimo nudzenia się w bolidzie Maxa, niedzielny wyścig nie był nudnym widowiskiem, bo sporo walki oglądaliśmy również pod koniec pierwszej dziesiątki, jak i na szarym końcu stawki, gdzie łokciami po torze rozpychali się Nyck de Vries i Kevin Magnussen. Emocji przysporzył nam również George Russell, który postanowił urozmaicić nieco wyścig i przyładować w ścianę. George roztrzaskanym bolidem kontynuował jazdę, ale ostatecznie musiał wycofać się z powodu przegrzewających się hamulców. Wracając jednak do tempa Astona i Mercedesa, to oba zespoły są bardzo blisko siebie. Do Red Bulla nadal sporo brakuje, chociaż przewaga Maxa nad Fernando po 70 okrążeniach ścigania wyniosła jak na tegoroczne standardy dość niewiele, bo 9,570 sek. Jest to jakieś pocieszenie, ale nie popadajmy w huraoptymizm.

Brawa za swój występ w Kanadzie należą się o dziwo Ferrari, które wprawiło wszystkich w osłupienie udaną strategią jednego pit stopu i łagodnym obchodzeniem się z oponami. Czwarty Charles i piąty Carlos naprawdę dobrze radzili sobie w Kanadzie i może to początek zmian na lepsze w Scuderii. Może w końcu SF23 zacznie jeździć, a może był to jednorazowy występ z uwagi na specyfikę toru w Montrealu. Tak czy siak, Ferrari uda się teraz do Austrii w zdecydowanie dobrych nastrojach. Do czego do doszło, że tak wielki zespół, z takimi aspiracjami i kierowcami musi cieszyć się z udanego GP zakończonego na czwartym i piątym miejscu. Nie Max, nie Fernando, nie Lewis, ani nawet nie Ferrari było jednak najprzyjemniejszym punktem GP Kanady, a Alex Albon! Taj w swoim Williamsie grzał po torze i za swoimi plecami zostawiał kierowców Alpine, McLarena, czy Astona Strolla. Alex przejechał kapitalny wyścig, kończąc GP Kanady na znakomitej siódmej pozycji. Widać, że na takich obiektach zarówno bolid Williamsa, jak i Albon czują się bardzo komfortowo. W Australii było podobnie.

Zdecydowanym rozczarowaniem GP Kanady okazał się ostatecznie Nico Hulkenberg, który po starcie z piątego pola (kara +3 pozycje) zakończył wyścig na odległym piętnastym miejscu. Nie to, żebym oczekiwał od Nico fajerwerków, ale liczyłem, że powalczy o jakieś punkty. Szkoda również Bottasa, który punkty z dziewiątą lokatę stracił na ostatnim okrążeniu, zmierzając po prostej start/meta ku fladze w biało-czarną szachownicę. Fina ostatecznie o 0,030 sek. pokonał lance Stroll, który ostatecznie przebił się z ogona stawki do pierwszej dziesiątki. Nie tam jednak chcielibyśmy widzieć drugiego Astona…

Teraz Formułą 1 swoją karawanę z dalekiej Kanady przetransportuje do Austrii, na tor Red Bull Ring, który zazwyczaj w swoim zwyczaju ma serwowanie iście kapitalnego widowiska. Liczymy, że nie inaczej będzie także tym razem. 

Foto: commons.wikimedia.org/Wastrick

Komentarze