F1: Max Verstappen wygrywa elektryzujący wyścig w Arabii Saudyjskiej
Holender wykorzystał wszystkie okazje, które zadziały się dzisiaj na torze w Dżuddzie i pokonał duet kierowców Ferrari. Walka pomiędzy Maxem a drugim Leclerciem trwała do ostatnich metrów wyścigu. Ostatecznie kierowca Red Bulla okazał się być lepszy od Monakijczyka o zaledwie 0,5 sekundy. O wielkim pechu mówić może Sergio Perez, który do pierwszego pit stopu liderował w stawce. Meksykanin ostatecznie musiał zadowolić się czwartą pozycją na mecie.
Na starcie Sergio Perez obronił swoje sensacyjne pole position, a Max Verstappen przesunął się na trzecią pozycję, wyprzedzając Carlosa Sainza. W dalszej części stawki nie wiele uległo zmianie, po kontakcie z Danielem Ricciardo i problemach ze sprzęgłem na koniec stawki spadł Zhou Guanyu, kilka pozycji stracił także Pierre Gasly. Po 5 okrążeniach Checo wyrobił sobie już ponad 2 sekundy przewagi nad drugim Leclerciem, a w zespole Alpine doszło do ostrej bratobójczej walki, w której Fernando Alonso naciskał na Estebana Ocona. Po trzech okrążeniach Hiszpan znalazł się przed zespołowym kolegą, ale Esteban nie dał za wygraną i chwilę później ponownie był przed Alonso. Walka ta działała na korzyść Valtteriego Bottasa i Kevina Magnussena, którzy szybko włączyli się w tę zaciętą batalię pomiędzy pozycjami 6-9. Na 16. okrążeniu tuż przed wyjazdem na prostą start/meta w ścianę przyładował Nicholas Latifi. Bolid Williamsa diametralnie stracił przyczepność i zmienił tor jazdy, przez co Kanadyjczykowi bardzo ciężko uniknąć było uderzenia w bandę. Na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa, przez co Sergio Perez stracił prowadzenie w wyścigu, bo chwilę wcześniej zjechał do swoich mechaników na pierwszy pit stop. Na pierwsze miejsce wskoczył zatem Charles Leclerc, który podobnie tak jak większość stawki zyskał niemal darmową wymianę opon. Na 21. okrążeniu powróciliśmy do ścigania, a Charles Leclerc utrzymał pierwszą pozycję po bardzo dobrze przeprowadzonym restarcie. Na dalszych pozycjach mieliśmy Maxa Verstappena, Carlosa Sainza, Sergio Pereza, Georga Russella, Kevina Magnussena i Lewisa Hamiltona.
Na okrążeniu 37. aż trzy samochody uległy awarii. Z wyścigu wycofać musieli się Daniel Ricciardo, Valtteri Bottas oraz Fernando Alonso. Szczególnie szkoda występu kierowców Alfy oraz Alpin, bo zarówno Farnando jak i Valtteri jechali kapitalny wyścig na wysokich pozycjach. Chwilową awarię samochodu zgłosił także Lewis Hamilton, który nie był jeszcze na obowiązkowej wizycie w boksie. Problemów Lewisa dopełniła zamknięta aleja serwisowa, bo bolidy Ricciardo oraz Alonso zepsuły się tuż przy zjeździe do pit lane. Po wywieszeniu zielonej flagi do prowadzącego Leclerca mocno zbliżył się Max Verstappen, który zaatakował Monakijczyka w drugiej sekcji DRS. Charles odzyskał jednak pozycję na prostej start/meta. Na kolejnym okrążeniu Max ponownie zbliżył się do kierowcy Ferrari, ale nie chciał go wyprzedzić przed detekcją trzeciej strefy DRS. Doszło do kuriozalnej sytuacji, w której obydwaj kierowcy niejako nie chcieli znaleźć się z przodu przed wyjazdem na ostatnią prostą. Trzy okrążenia przed końcem Max nie popełnił ponownie tego błędu i spokojnie poczekał na atak w ostatniej sekcji DRS, obejmując prowadzenie w wyścigu. Walka o zwycięstwo trwała aż do samego końca rywalizacji, ale Charles Leclerc nie znalazł odpowiedzi na tempo Maxa. Różnica na mecie pomiędzy pierwszą dwójką wyniosła zaledwie 0,5 sekundy! Kapitalnie rozpoczyna nam się ten sezon!! Podium uzupełnił Carlos Sainz, a na pozycji czwartej wyścig zakończył Sergio Perez. Dla Checo mogła to być druga wygrana w barwach Red Bulla. Niestety meksykańskiemu kierowcy nie dopisało dzisiaj szczęście.
Pełne wyniki wyścigu o GP Arabii Saudyjskiej: https://www.formula1.com/en/results.html/2022/races/1125/saudi-arabia/race-result.html
Przed trzecią rundą sezonu 2022 rozstajemy się z F1 na aż dwa długie tygodnie, po których czeka nas wielki powrót do Australii, w której Formuła 1 nie gościła już dwa lata. Przebudowany tor Albert Park oraz nowe bolidy z pewnością przyniosą nam kolejne niespodzianki i ostrą walkę.
Foto: facebook.com/MaxVerstappen

Komentarze
Prześlij komentarz