Szalony wyścig na Imoli - Verstappen zwycięzcą
Rozpoczęliśmy od fenomenalnego startu Maxa Vestappena, który na mokrej nawierzchni bezpardonowo wywiózł Lewisa Hamiltona, pokazując, że miejsce na czele należy do Holendra. Padający deszcz utrudniał życie wielu kierowcom. Carlos Sainz, Fernando Alonso i wielu innych zawodników co jakiś czas popełniało mniejsze lub większe błędy. Rozbił się między innymi Nicolas Latifi, któremu władować się w ścianę pomógł Nikita Mazepin. Cała sytuacja spowodowała pierwszy wyjazd samochodu bezpieczeństwa. Na trzecie miejsce przed Sergio Pereza wskoczył Charles Leclerc, którego Ferrari poczuło włoską siłę na torze Imola. Wraz z postępem wyścigu tor zaczął przesychać więc pojawiły się pierwsze zjazdy do pit stopu po opony typu slick.
Slicki to zawsze ryzyko na przesychającym torze, dobitnie przekonali się o tym Hamilton, Bottas i Russell. Zacznijmy od LH, bo to on pierwszy popełnił błąd na wciąż wilgotnym torze i władował się w ścianę. W tym momencie wszyscy myśleliśmy, że jest po zabawie. Lewis uszkodził skrzydło i stracił mnóstwo czasu, ale zdołał wydostać się z pułapki żwirowej i dojechać do swoich mechaników. To byłaby strata nie do odrobienia gdyby … gdyby nie duży wpadek pomiędzy Bottasem i Russellem, do którego doszło zaraz za prostą start/meta. George wyprzedzając wolniejszego Bottasa nieco przestraszył się obronnego ruchu, jakiego dokonał fiński kierowca i zahaczając prawym tylnym kołem o trawę obrócił swój samochód uderzając przy tym o Mercedesa Bottasa. Całość wyglądała naprawdę groźnie, a na domiar tego wściekły Russell prosto z kokpitu poszedł jeszcze awanturować się z Valtterim. Po całym zdarzeniu na torze zawisła czerwona flaga, aby posprzątać cały ten bałagan.
Restartując wyścig na czele mieliśmy Maxa, a za nim Lando Norrisa, Charlesa Leclerca i Sergio Pereza. Lewis restart rozpoczynał dopiero z dziewiątej pozycji lecz gdyby nie wspomniany incydent strata Mistrza Świata byłaby znacznie większa. Ostatnie 30 okrążeń to już istna pogoń Hamiltona w górę stawki. Ostatecznie po fenomenalnej batalii z Lando Norrisem, Lewis GP Emilii-Romanii zakończył na drugiej pozycji. To potwierdza tylko, że Brytyjczyk nie z przypadku jest 7-krotnym Mistrzem Świata, ale śmiało określić można go także jako „Dziecko szczęścia”. Wielkie brawa także dla Maxa, który nie popełnił dzisiaj szczególnych błędów (poza pół spinem przed restartem wyścigu) i pojechał swoje, w pełni zasługując na zwycięstwo. Na medal spisał się także Lando Norris, który po starcie z siódmego pola odebrał to co stracił w sobotnich kwalifikacjach, brawo Lando oby tak dalej !!! Dobry występ zaliczyła także ekipa Ferrari, której kierowcy wyścig zakończyli na czwartej (Leclerc) i piątej (Sainz) pozycji. W tym wszystkim szkoda jeszcze Sergio Pereza, który miał szanse na naprawdę dobry rezultat. Niestety Checo pokonały dzisiaj warunki pogodowe :/
Pełne wyniki wyścigu o GP Emilii-Romanii: https://www.formula1.com/en/results.html/2021/races/1065/italy/race-result.html
Po dzisiejszym ściganiu dwie rzeczy mamy pewne. Moje F1 Fantasy bardzo się cieszy i czeka nas niesamowicie zacięty sezon pełen walki dramatów i emocji !!!!
Bert.
Źródło zdjęcia: Artes Max/commons.wikimedia.org

Komentarze
Prześlij komentarz